Rowerami nad Morze | Dzień 3 Skierbieszów – Chełm – Sobibór – Jezioro Białe

Trzeci dzień na rowerach to dzień pełen atrakcji. Nie zabrakło dużego wysiłku podczas wjazdu na górki przed Chełmem, tysięcy spalonych kalorii, miłego relaksu dla zmęczonych ciał w Parku Wodnym, ale i odwiedzin miejsc, które z historycznego i kulturalnego punktu były na naszej liście MUST HAVE. Zobaczcie, co wniósł do naszej podróży trzeci dzień na rowerach!

Dzień podróży: 3
Data: 08.07.2018
Ilość przejechanych kilometrów: 109
Trasa: Skierbieszów, Majdan Skierbieszowski, Drewniki, Wólka Kraśniczyńska, Kozienic, Zagroda, Stare Depułtycze, Stare Depułtycze, Pokrówka, Chełm, Nowiny, Majdanek, Leśniczówka, Siedliszcze, Uhrusk, Wola Uhruska, Zbereźe, Sobibór, Żłobek, Jezioro Białe  (Okuninka).

A oto jak wygląda nasz 3 dzień podróży. Dołączam mapki – pierwszą ukazującą dokładną trasę oraz drugą z tym, jak ten odcinek prezentuje się na całym tripie Rzeszów- Bałtyk. Szczegóły trasy znajdziecie TUTAJ.

Wracając do wpisów z dziennika z podróży, tak opisałam w nim nasz poranek tego dnia:

Wstaliśmy rano, zjedliśmy kanapki, które zostały nam z dnia poprzedniego, złożyliśmy namiot i wyruszyliśmy w trasę po godz. 7:00. Trasa do Chełma nie była taka prosta, czekały na nas podjazdy i dłuuugie zjazdy. Pejzaż malowniczy, typowo rolniczy.

Trasa ze Skierbieszowa w kierunku Chełma była naprawdę ciekawa! Była to akurat niedziela, więc na trasie nie było dużego ruchu. Pierwsza część przebiegała drogami krajowymi, gdzie było sporo podjazdów i zjazdów wśród lasów i łąk, później wjechaliśmy na trasę GreeVelo, wiodącą przez opustoszałe wioski. To co nam się najbardziej podobało na odcinku Skierbieszów-Chełm to panoramiczny krajobraz: rozlewające się łany zbóż, kwitnące maki i roślinność typowa dla tej roku: lata.

Dojechaliśmy do Chełma przeraźliwie głodni. Szybko zorientowaliśmy się, że wszystkie sklepy w tym dniu są zamknięte, a to dlatego, że była to niedziela i do tego niedziela niehandlowa. Musieliśmy sobie jakoś poradzić, wiedząc, że czeka nas intensywny dzień oraz główna atrakcja Chełma – Chełmski Park Wodny. Musieliśmy coś zjeść. Jedynym, niezawodnym miejscem okazał się dla nas przystanek Stop Cafe na stacji Orlen. Jak myślicie co zjedliśmy? Oczywiście hot dogi wersja maxi, a do tego duża porcja kawy. Po szybko spożytym śniadaniu dojechaliśmy do długo wyczekiwanej pływalni. Tam według ustaleń z drugiego dnia podróży – mieliśmy wziąć porządny prysznic i zregenerować się po nie najlepiej przespanej nocy w namiocie. Była to dla nas atrakcja za free, ponieważ posiadaliśmy aktualne karty Multisport, które mogliśmy wykorzystać na niemal każdej pływalni w Polsce.


Czas relaksu i wytchnienia – Chełmski Park Wodny

Tak z zewnątrz wyglądała pływalnia, w środku wyglądała jeszcze lepiej: duża, przestronna powierzchnia, z masą atrakcji dla dorosłych i dzieci. Takiego relaksu potrzebowaliśmy!

Chełmski Park Wodny – budynek z zewnątrz
Chełmski Park Wodny – widok na przeszklenia od strony recepcji

W Chełmskim Parku Wodnym narobiliśmy trochę ambarasu, chociaż chcieliśmy tam przemknąć niepostrzeżenie. Po pierwsze dlatego, że nie wyglądaliśmy super świeżo po nocy spędzonej w namiocie (mieliśmy też lekko brudne klapki, z których wypadały resztki przyczepionej trawy), a po drugie, że władowaliśmy się tam ze stertą pakunków, których nie mogliśmy zostawić przy rowerach, ani zabrać ich ze sobą do szatani wewnątrz pływali. Jedyne co mogliśmy zrobić to zapakować wszystko do szafek przed wejściem. Niestety to nie wchodziło w grę, bo dostępne szafki nie pomieściłyby naszych rzeczy, a dokładnie: namiotu, śpiworów, 4 dużych sakw i plecaków. Myślę, że wyglądaliśmy tam, wśród odwiedzających pływalnię, jak obładowani podróżnicy, którzy pomylili miejsca. Pakunki zostawiliśmy przed szafkami – na własną odpowiedzialność (byliśmy spokojni, bo był tam monitoring) i ruszyliśmy na pływalnię. To było coś pięknego! Po pierwsze – kontakt z wodą i porządny prysznic, po drugie park wodny, który był jednym z najbardziej nowoczesnych pływalni w jakich miałam okazję być. Strefa saun, strefa relaksu, strefa dla rodziców z dziećmi. Można też było poopalać się na tarasie. My nie chcieliśmy się zbytnio przemęczać i wybraliśmy relaks w jaccuzi. Pływalnię oceniamy na 5+. Było tam doskonale!

Sanktuarium Maryjne na Górze Chełmskiej

Jednym z symboli miasta Chełm jest Bazylika znajdująca się na niewielkim wzgórzu. Warto ją zobaczyć – robi wrażenie nie tylko swoją majestatyczną formą architektoniczną, ale też zachwyca swoim pięknym, jasnym wnętrzem ze złoceniami oraz cudownym obrazem Matki Bożej w ołtarzu głównym. Wstąpiliśmy do Bazyliki na modlitwę tylko na chwilę, nie byliśmy odpowiednio ubrani, by zostać tam dłużej.

Po naszej wizycie w Chełmskim Parku Wodnym zjedliśmy niedzielny obiad z prawdziwego zdarzenia w restauracji i pizzeri „Kozak” przy ul. Reformackiej. Ten zestaw dnia bardzo nam smakował, zwłaszcza, że obiad jedliśmy na świeżym powietrzu w ogródku mieszczącym się przy restauracji.

Tradycyjnie w niedzielę na pierwsze danie – rosół!
Na drugie – ziemniaki, zestaw surówek i polędwiczki z kurczaka faszerowane warzywami – pychota!

Tak objedzeni zwiedziliśmy chełmską starówkę, która nie zrobiła na nas wrażenia i ruszyliśmy w dalszą drogę. Musieliśmy trochę przyśpieszyć, bo w Chełmie zabawiliśmy wyjątkowo długo. Opuściliśmy miasto i znaleźliśmy się na prawdziwym „Dzikimi Wschodzie”, pełen wiosen na pół żywych, na pół opuszczonych. Taki widok starych, opuszczonych i zaniedbanych chat, w których kiedyś toczyło się życie, dawał dużo do myślenia. Prawdopodobnie tak będzie wygląda większość polskich wiosek oddalonych od miast.

W trzecim dniu naszej wycieczki znaleźliśmy się w przepięknej krainie nad Bugiem.

Sobiborski Park Krajobrazowy

Jadąc trasami rowerowymi biegnącymi przez Parki Krajobrazowe niezaprzeczalnie czuć energię płynącą z natury. Tak też było tutaj – w Sobiborskim Parku Krajobrazowym. W takich miejscach zdarzało nam się przemierzać dziesiątki kilometrów nie odzywając się do siebie. Nie to, żebym strzeliła jakiegoś focha, czy coś w tym rodzaju. Po prostu – zapach żywicy, delikatne podmuchy wiatru, cień który dawały drzewa, jakaś niezaprzeczalna aura, która sprzyjała kontemplacji i wyciszeniu. Mam nadzieję, że wiecie o czym piszę, i że Wam też to się kiedyś przytrafiło.

Miejsce pamięci dawnego obozu zagłady w Sobiborze – aleja usłana kamieniami, do których przymocowane były tabliczki z informacją o ofiarach. Cicho, smutno, tylko powiew drzew dawał znać o sobie.

Miejsce pamięci dawnego obozu zagłady w Sobiborze

To było dla nas ogromne przeżycie – zobaczyć to miejsce – były obóz zagłady w Sobiborze. Wioska w środku lasu. Do najbliższego miejsca, w którym można cokolwiek kupić jest obecnie jakieś 15-20 km. Tak jest teraz, a jak to miejsce wyglądało w latach wojennych? Ucieczka z więzienia otoczonego kilometrami leśnej zieleni była praktycznie niemożliwa.

Aleję pamięci kończy usypany z białych kamieni kopiec.

Podczas naszego pobytu mogliśmy zobaczyć aleję usłaną kamieniami. Na każdym z nim znajdowała się adnotacja o osobach lub całych rodzinach, które zginęły w Sobiborze od marca 1942 r. do października 1943 r (Niemcy wymordowali tu około 170 tys.). Alejka kończyła się tablicą pamiątkową. Na samym końcu tego szlaku pamięci – usypano z białego kamienia symboliczne wzniesienia. W trakcie naszego pobytu (lipiec 2018) trwały tam też prace nad budową muzeum.

Jezioro Białe – nocleg na polu namiotowym

Kolejna noc w namiocie – tym razem w bardziej cywilizowanych warunkach – na polu namiotowym wśród kamperów, letników i rodzin z dziećmi. Na szczęście mieliśmy kilka kroków do pięknych widoków oraz punktów z jedzeniem! Rozłożyliśmy namiot i udaliśmy się na kameralne molo pooglądać zachód słońca i samotnego pana w łodzi. Wzięłam też swój dziennik, by zanotować wspomnienia z tego dnia. Ostatnie zdanie jakie udało mi się zanotować to Zrobiliśmy dzisiaj 109 km. Całkiem nieźle jak na 3 dzień podróży.

Zachód słońca nad Jezirem Białym

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *